image

Przykłady do kazań

Kazał strzelać nawet do dzieci.

Eilert Dieken w dniu 24 marca 1944 roku dowodził akcją w Markowej, w czasie której osobiście wydał rozkaz rozstrzelania Józefa i Wiktorii Ulmów, ich sześciorga dzieci (siódme było jeszcze pod sercem matki) oraz ośmiorga ukrywanych Żydów.

Niestety, w ziemskim życiu nigdy nie stanął on przed wymiarem sprawiedliwości. Co więcej, po wojnie wrócił w rodzinne strony, zamieszkał w Esens nad Morzem Północnym w Dolnej Saksonii i kontynuował służbę w policji zachodnioniemieckiej. Zmarł nie niepokojony w 1960 roku.

Prywatne Archiwum zbrodniarza zawiera dokumenty dotyczące jego awansów i przydziałów służbowych m.in. jako komendant posterunku żandarmerii w Łańcucie. Ostatni z awansów, na stopień porucznika, miał miejsce we wrześniu 1944 roku, czyli już po zbrodni w Markowej. Wśród dokumentów o jego sielankowym życiu nie ma śladów o próbie jakiegokolwiek zadośćuczynienia.


Badacze z Instytutu Pilcekiego podkreślają, że biografia zbrodniarza, który dożywał starości w gronie najbliższych, szanowany przez współobywateli i otoczony pamiątkami z życia zawodowego i prywatnego, radykalnie kontrastuje z losem jego ofiar.

A jednak, prawda przebija się po latach. Świat dzisiaj poznaje Bohaterów, którzy stanowią świetlany przykład ewangelicznego miłosierdzia i chrześcijańskiej odwagi. Niestety, ze smutkiem ukazać musi zbrodniarza i jego haniebne czyny.

Ulmowie są autentycznymi męczennikami

Gdy w przededniu beatyfikacji Józefa i Wiktorii Ulmów oraz ich siedmiorga dzieci, patrzymy na ich życie i wydarzenia z 24 marca 1944 r., można powiedzieć, że tamta śmierć mieści się w szeroko rozumianej śmierci w obronie wartości, takich jak miłość bliźniego, poszanowanie dla świętości życia, każdego życia, tym bardziej człowieka niesłusznie prześladowanego. Dlatego może być uznana jako śmierć męczeńska, a dotknięci śmiercią będą mogli odbierać w Kościele lokalnym cześć jako męczennicy.

Prześladowca, który jest uwidoczniony w procesie, to cały system hitlerowski oparty na zaprzeczeniu podstawowych wartości ludzkich, religijnych, chrześcijańskich. System, który za cel postawił sobie eksterminację, zwłaszcza jednego narodu, skazanego na zagładę. Ta filozofia nienawiści stała w jaskrawej sprzeczności z prawem Bożym, z boskimi przykazaniami, wypowiedziała walkę porządkowi opartemu na tych przykazaniach, pośrednio więc system ten przeciwstawiał się samemu Bogu.

Rozpatrując przyczynę śmierci Sług Bożych należy z jednej strony widzieć zbrodniczy system, pozbawiony jakiegokolwiek respektu dla Bożego prawa, dla Dekalogu, dla podstawowych norm moralnych zapisanych w naturze ludzkiej.

Z drugiej strony przyczyną śmierci była chęć i gotowość pomagania biednemu, bo prześladowanemu człowiekowi. Słusznie sytuacja Rodziny Ulmów jest przyrównywana niejednokrotnie do męczeństwa Maksymiliana Kolbe, który ofiarował swoje życie by ocalić skazanego na śmierć więźnia. Bohaterski czyn Józefa i Wiktorii należy rozpatrywać w atmosferze wojennego terroru, wcześniejszych łapanek i serii morderstw popełnionych na Żydach.

Podkreśla się także w licznych publikacjach, iż Józef Ulma był człowiekiem bardzo oczytanym, mądrym, krytycznie oceniającym rzeczywistość. Nie mógł więc nie wiedzieć, nie mógł nie przewidywać, co grozi za czyn, którego się podjął. Ta świadomość grożącego niebezpieczeństwa to zarazem gotowość oddania życia, innymi słowy to gotowość na męczeństwo, choćby się chciało żyć, bo Józef i Wiktoria mieli żyć dla kogo.

(fragment z artykułu ks. Józefa Bara: Uwagi na temat dowodzenia męczeństwa rodziny Ulmów z Markowej)